Lata 1958 – 1970

Z inicjatywy jednych z pierwszych propagatorów sportu podwodnego na Wybrzeżu powstała w około 1958 roku Gdańsku sekcja płetwonurków przy Morskim Klubie Ligi Przyjaciół Żołnierza. O początkach przyszłego Morskiego Klubu Podwodnego „Neptun” nich opowie nam jego wieloletnimi komandor Andrzej Zbierzchowski w wywiadzie udzielonym jednej z lokalnych gazet – „Morski Klub Podwodny LOK „Nep­tun”, a ściślej sekcja płetwonurków Gdańskiego Klubu Morskiego, powsta­ła pod egidą LOK w 1958 roku. Sporo czasu upłynęło zanim sekcja ta usamodzielniła się. Stało się to dopiero w 1965 roku, a więc stosunkowo niedawno. Od tego czasu klub zaczął obrastać w aktywa i dobra doczesne. Klub zrzesza obecnie 72 członków, w tym — po­daję z kronikarską dokładnością — 12 kobiet. Dodam też, że do klubu należą min. robotnicy, studenci Gdańskiej Politechniki i Akademii Medycznej, in­żynierowie i lekarze. Jeden z członków — plut. Lech Bednarski nosi mundur MO, inny — kpt. mar. Antoni Jonski — Marynarki Wojennej, piastując jedno­cześnie godność wicekomandora klubu i przyjaźniąc się w tej randze z Le­chem Nowiczem. Funkcję komandor­ską pełni od lat poseł na Sejm Andrzej Benesz — I sekretarz WK SD w Gdań­sku, który podwodniactwo upodobał so­bie pracując przed laty w Szczecinie. Klub istnieje niejako z dwóch powodów: pierwszy określają ludzie, którzy w podwodnym pływaniu znajdują przyjemność, ba, stanowi ono ich pasję, drugi zaś uzasadnia bogaty plan szkoleniowy. Klub szkoli, bowiem rokrocznie około 100 osób. Spełnia, więc w ten sposób swoją rolę w umacnianiu obronności kraju oraz swego rodzaju opiekuna moralnego i fachowego wobec podwodnych sekcji w Stargardzie Gdańskim, Lęborku i Władysławowie.”

Wracając do początków to wspominana sekcja rozpoczęła od 1960 roku szkolenie płetwonurków wykorzystując do tego celu niewielkie zapalcze, jakim były początkowo 4 aparaty do nurkowania. W okresie od 1960 do 1970 roku oprócz podstawowego szkolenia związanego z wojskiem prowadziła również prace poszukiwawczo-wydobywcze w obszarze Pojezierza Brodnickiego, Warmińskiego oraz Mazurskiego. Intensywne zainteresowanie tym nowym rodzajem sportu sprawił, że w ciągu kilku lat sekcja ta rozrosła się w dotychczasowej ilości zrzeszających członków, co w konsekwencji przyspieszyło rozwój płetwonurkowania na Wybrzeżu oraz pozwoliło na przekształcenie się 30 czerwca 1965 roku dotychczasowej sekcji w samodzielny klub o nazwie „Morski Klub Podwodny Neptun LOK w Gdańsku”.

W ciągu nadchodzącej dekady pracy, wniósł on duży wkład w dotychczasowe prace prowadzone przez Ligę Obrony Kraju w zakresie propagowania obronności ze szczególnym naciskiem w szkoleniu płetwonurków dla potrzeb sił zbrojnych naszego kraju. Ponadto kontynuował on pracę wychowawczą z młodzieżą, działalność sportową oraz naukowo badawczą. W drugiej połowie lat 60 ubiegłego stulecia, dzięki posiadaniu własnych jednostek pływających jak również życzliwości osób związanych z klubem mógł on prowadzić prace podwodne dla niektórych zakładów i instytucji na Wybrzeżu Gdańskim. Do najważniejszych z nich należały:

1). 2 – 23 lipiec 1968 roku, inwentaryzacja zasobów widlika i morszczynu na Zatoce Puckiej zlecona przez Spółdzielnię Rybacką a wykonywaną z pokładu m/y „Taran” przy pomocy akwaplanu (pojazdu podwodnego na uwięzi) skonstruowanego przez Lecha Nowicza.

2). 8 – 30 września 1968 roku, prace przy wymianie belek uszczelniających w śluzie Biała Góra prowadzone z pokładu m/y „Esperanto”.

3). W 1969 roku rozpoczęto wykonywać pierwsze prace podwodne dla CMM, a były nimi poszukiwania dzwonu z zatopionego w okolicach Żurawia promu pasażerskiego kursującego na Motławie pomiędzy starym miastem a Ołowianką.

Lata 1970 – 1980

Początkowo siedzibą klubu MKP „Neptun” był strych klubu kajakowego Motława mieszczącego się na Ołowiance (vis a vis Kubickiego). Jak wspomina Lech Nowicz „był on cały zawalony sprzętem do nurkowania”, co w tamtych latach było wielkim zaskoczeniem dla niego. Większość klubów podwodnych w Polsce miała zaledwie po kilka zestawów butli i reduktorów a tu w „Neptunie” taka ilość. Oprócz sprzętu klub otrzymał również do swojej działalności wycofaną z Żeglugi Gdańskiej jednostkę s/s „Barbara” (przedwojenna „Wanda”). Dzięki niej można było prowadzić szkolenia i działalność podwodną na wodach Zatoki Gdańskiej. Została ona zacumowana do nabrzeża klubu kajakowego Motława mieszczącego się na Ołowiance. Co do jednostek pływających to klub w tym okresie miał duże wsparcie władz miejscowych oraz dzięki temu, że wykonywał prace podwodne na rzecz firm pomorskich, juz niebawem otrzymał nowa większą jednostkę. Była nią s/s „Panna Wodna” przejęta z Ośrodka Żeglarskiego LOK w Jastarni, który otrzymał ją pod koniec 1967 roku. Pełniła on funkcję bazy szkoleniowej dla płetwonurków i żeglarzy jak również wykorzystywano ją do organizacji szkoleń oraz różnego rodzaju imprez kulturalno oświatowych. Na początku lat 70 powróciła do Gdańska i została nową siedzibą Morskiego Klubu Płetwonurków „Neptun” LOK, którą zacumowaną na miejscu „Barbary”.

W latach 1970 – 1980 klub oprócz normalnej pracy szkoleniowej prowadził również działalność sportową a jego członkowie uczestniczyli między innymi w zorganizowanych w okresie od 9 do 15 lipca 1971 roku w Magdeburgu (Niemiecka Republika Demokratyczna) zawodach w nawigacji podwodnej. Sportowa rywalizacja z innymi klubami podwodnymi w Polsce i krajach „zaprzyjaźnionych” czytaj socjalistycznych była kontynuowana do połowy lat 80 ubiegłego stulecia. Latem 1972 roku 12 członków klubu udało się na obóz wędrowny do Jugosławii, gdzie odwiedzono Split, Hawr, Korczulę, Dubrownik i inne miasta położone nad przeźroczystymi wodami Morza Adriatyckiego.

Na początku 1971 roku doszło do nawiązania współpracy z dyrektorem Muzeum Morskiego w Gdańsku prof. P. Smolarkiem. Prace w oczyszczaniu polskich wód morskich z wraków wykonywane było przez Polskie Ratownictwo Okrętowe. W trakcie trałowania redy Zatoki Gdańskiej natrafiło on na wraki „Porcelanowca”, „Miedziowca” oraz „Solena”. W lokalnej w prasie dyrektor muzeum – Smolarek – ogłosił, że poszukuje do prac pod wodą przy znalezionych wrakach chętnych płetwonurków. Jako pierwszy zgłosił się do niego Akademicki Klub Płetwonurków „Rekin”, którego szefem był Jerzy Janczukowicz oraz „Kotwica” z Gdyni. Pierwsze prace polegały na wykonaniu dokumentacji fotograficznej i rysunkowej pod wodą znalezionych wraków. Z dzisiejszej perspektywy sprawa wydaje się banalnie prosta, jednak wtedy nie było jeszcze techniki. Przypomnę w formie ciekawostki, że pierwsze rysunki pod wodą fragmentów wraków wykonywano na białych szmatkach pociętych na małe kawałki z prześcieradła i przymocowanych do desek rysunkowych. Jak się wkrótce okazało rysunki były mało precyzyjne i dyrektorowi bardzo zależało na zdjęciach podwodnych. Problemy z ich wykonaniem oraz plotki, jakie wytworzyły się wokół obu klubów doprowadziły do sytuacji, że wkrótce do nich dołączyli płetwonurkowie z „Neptuna”. Prace przy znalezionych wrakach nabrały tępa w maju 1971 roku. Wykonane rozpoznanie i dokładne oględziny pozwoliły na identyfikacje jednego z nich, który okazał się szwedzkim galeonem „Solen” zatopionym na redzie portu w Bitwie pod Oliwą. Tak zaczęła się jedna z pierwszych w Polsce – podwodna działalności archeologiczna – kontynuowana przez Lecha Nowicza w klubie a potem w Muzeum Morskim przez wiele lat.

Tak jak każdy klub sportowy również i „Neptun” miał problemy z pozyskiwaniem nowych członków do poszczególnych sekcji. Przypomnę tylko, że w tym czasie prowadził on działalność sportową, prace podwodne, archeologię podwodną, szkolenia motorowodne, szkolenia dla potrzeb wojska, bieżącą konserwację sprzętu i jednostek klubowych. Do wykonania tych wszystkich prac po prostu brakowało ludzi. Należało ich pozyskać w miarę szybko a służyć temu miały artykuły i zdjęcia dotyczące działalności klubu zamieszczone w lokalnej prasie oraz uczestnictwo w różnego rodzaju pokazach i pochodach 1. Majowych organizowanych w ciągu roku. Dzięki tym działaniom udało się uzupełniać kadry klubowe, które i tak bardzo skromne pozwalały na wykonywanie tak ambitnych zadanie, jakie sobie postawił klub do realizacji. W sumie garstka młodych i zaangażowanych ludzi pasjonujących się nurkowaniem swobodnym utrzymywała dobre imię i markę klubu „Neptun”.

W sierpniu 1975 roku doszło do tragicznego w skutkach wypadku na Motławie. Statek żeglugi pasażerskiej „Maryla” zahaczyła o linę promu Nr. 2. doprowadzając do jego zatopienia. Zginęło wówczas 18 ludzi spośród pasażerów promu. Natychmiast po wypadku do akcji przystąpiły jednostki specjalne Marynarki Wojennej, sprzęt ratowniczy Zarządu Portu Gdańsk oraz Ligi Obrony Kraju. W akcji ratowania i poszukiwania ofiar tragicznego wypadku wzięło udział 10 klubowiczów.

Podwodny milioner

W 1961 roku pojawiły się w prasie informacje o wydobyciu z dnia jeziora Mamry, dwumotorowego niemieckiego samolotu zwiadowczego Junkers 188. Jak ustalili specjaliści, samolot był wyprodukowany w 1944 roku. W czasie lotu zwiadowczego został postrzelony przez myśliwce radzieckie i zatopiony w pierwszych dniach stycznia 1945 r. Samolot wyposażony był w wielkie kamery do fotografowania, o szerokości filmu 35 cm. Zachowane na folii metalowej zdjęcia pokazywały południowe rejony Związku Radzieckiego. Znaleziono broń pokładową, amunicję, urządzenia radarowe oraz… ładunki wybuchowe w skrzydłach; widocznie dla łatwiejszego zniszczenia samolotu w razie niebezpieczeństwa.

Sposób, w jaki znaleziono tego Junkersa był prosty. Rybacy łowiąc w tym akwenie, systematycznie rwali sieci. A ponieważ jezioro było rybne, wezwano, przeto płetwonurków. Ci zbadali co kryją wody jeziora, rejonowa składnica złomu zleciła wydobycie i w przeciągu siedmiu tygodni samolot znalazł się na brzegu. W akcji uczestniczyło ośmiu płetwonurków. Całą akcję pokazano swego czasu w telewizji. Dlaczego więc o tym piszę skoro akcja została już dawno zakończona, siedemnaście ton złomu przekazano składnicy, zaś opinię publiczną poinformowano o tym wydarzeniu. Pisząc o tym na marginesie spotkań z ludŸmi, którzy tę akcję przeprowadzili. Ściślej, na marginesie wizyty w Morskim Klubie Podwodnym LOK „Neptun”, jego to bowiem członkowie zajmują się wydzieraniem wodzie różnych tajemnic.

Kierownik klubu, a jednocześnie jego sekretarz Andrzej Zbierzchowski, poinformował mnie obszernie nie tylko o działalności ludzi spod znaku Neptuna, lecz także o ich rodowodzie oraz planach, które… Ale nie uprzedzajmy faktów. Przedstawmy najpierw członków i aktualny dorobek klubu. Zasługuje on bowiem na uznanie zarówno z uwagi na jego wymierną wartość, jak i sposób w jaki ten dorobek osiągnięto.

Morski Klub Podwodny LOK „Neptun”, a ściślej sekcja płetwonurków Gdańskiego Klubu Morskiego, powstała pod egidą LOK w 1958 roku. Sporo czasu upłynęło zanim sekcja ta usamodzielniła się. Stało się to dopiero w 1965 roku, a więc stosunkowo niedawno. Od tego czasu klub zaczął obrastać w aktywa i dobra doczesne. Klub zrzesza obecnie 72 członków, w tym – podaję z kronikarską dokładnością – 12 kobiet. Dodam też, że do klubu należą min. robotnicy, studenci Gdańskiej Politechniki i Akademii Medycznej, inżynierowie i lekarze. Jeden z członków – plut. Lech Bednarski nosi mundur MO, inny – kpt. mar. Antoni Jonski – Marynarki Wojennej, piastując jednocześnie godność wicekomandora klubu i przyjaźniąc się w tej randze z Lechem Nowiczem. Funkcję komandorską pełni od lat poseł na Sejm Andrzej Benesz – I sekretarz WK SD w Gdańsku, który podwodniactwo upodobał sobie pracując przed laty w Szczecinie. Klub istnieje niejako z dwóch powodów: pierwszy określają ludzie, którzy w podwodnym pływaniu znajdują przyjemność, ba, stanowi ono ich pasję, drugi zaś uzasadnia bogaty plan szkoleniowy. Klub szkoli bowiem rokrocznie około 100 osób. Spełnia więc w ten sposób swoją rolę w umacnianiu obronności kraju oraz swego rodzaju opiekuna moralnego i fachowego wobec podwodnych sekcji w Stargardzie Gdańskim, Lęborku i Władysławowie.

O wzrastającej popularności tego rodzaju sportu, świadczy fakt utworzenia sekcji płetwonurków w Gdyni i Elblągu. Oczywiście pod egidą LOK, istnieją bowiem w województwie gdańskim inne kluby płetwonurków.

„Neptun” spełnia wiec funkcje ośrodka szkoleniowego. 12 instruktorów społecznych poznaje adeptów podwodnego pływania sportowego nie tylko z teorią i jego praktyką tego pożytecznego hobby, lecz także z fauną i florą, a nawet z zasadami podwodnego fotografowania i filmowania. Inny nieco program szkolenia obowiązuje przedpoborowych. Obejmuje on m. in. takie przedmioty, jak fizykę i fizjologię nurkowania, zasady nurkowania swobodnego, ratownictwo podwodne, udzielanie pierwszej pomocy oraz prowadzenie prac pod wodą.

Utrzymanie takiego klubu to nie bagatelka. W posiadaniu jego bowiem znajdują się dwa jachty: „Westerplatte” i „KS-21”, ślizg „Taran.”, motorówka „Żółw” z silnikiem przyczepnym, motorówka ..Orka” przekazana klubowi przez WOP, ponadto pontony gumowe przeznaczone do asekuracji nurków w czasie zajęć praktycznych. Klub posiada także aparaty do nurkowania typu „MORS” dwu- i trzybutlowe typu „Elf”, nadto jeden skafander do nurkowania klasycznego wartości 100 tys. złotych. Całość klubowego majątku sięga 3 milionów złotych, wliczając w to S/S „Pannę Wodną”, stanowiącą bazę klubu, przekazaną im przez biała żeglugę z powodu nierentowności. Plany klubu są dość ambitne, obejmują zagospodarowanie fragmentu nabrzeża, zbudowanie odpowiednich pomieszczeń administracyjnych i hangarów oraz uruchomienie sekcji narciarstwa wodnego. Służyć do tego będzie ślizg plastykowy typu „Ina”. Członkowie klubu pragną już w br. przejść na pełną samo wystarczalność, w tym także inwestycyjną, przewidującą 1 milion zł „przerobu” rocznie.

NA „GOLENIU BRÓD” NIE SKOŃCZĄ

W jaki sposób klub zarabia pieniądze na swoje utrzymanie? Pytanie to nie należy do retorycznych. Zamiast odpowiedzi wyliczono mi rodzaje prac, które w br. wykonywały dwie ekipy pogotowia podwodnego. Do jednej należą przeważnie studenci mający wakacje i tzw. urlopowicze; do drugiej zaś członkowie wykonujący prace zlecone przez cały rok. W spisie tym znalazły się różne pozycje; badanie i inwentaryzacja zatopionych obiektów, naprawa uszkodzonych urządzeń podwodnych, konserwacja oraz remont śluz i bram przeciwpowodziowych, przegląd i odmulanie turbin podwodnych, współpraca przy kładzeniu kabli i rurociągów na dnie kanałów. rzek i jezior. Do ciekawszych prac, które podejmują członkowie klubu, zalicza się tzw. „golenie bród podwodnych”, tj. usuwanie narośli na podwodnych częściach kadłubów statków pływających w tropiku. Brody zmniejszają szybkość statków. Płetwonurkowie używają do tego narzędzi pneumatycznych a przy pomocy aparatów fotograficznych i kamer filmowych sporządzają niezbędna dokumentacje tych prac.

Członkowie „Neptuna” chętnie biorą również udział w pracach naukowych i badawczych, Np. w br. określili zasoby wodorostów przemysłowych w Zatoce Puckiej. Szczególnie widlika, z którego produkowany jest agar-agar, specjalna pożywka do hodowli jednorodnych bakterii, sprowadzonych dotychczas aż z dalekiej Japonii lub innych krajów kapitalistycznych. Badaniami tymi interesuje się przede wszystkim Krajowy Związek Spółdzielni Rybackiej.

Dla uczczenia V Zjazdu PZPR członkowie Morskiego Klubu Podwodnego LOK „Neptun” postanowili wykonać w czynie społecznym pracę wartości 100 tys. złotych, konserwując urządzenia przeciwpowodziowe na zlecenie Wojewódzkiego Przedsiębiorstwa Konserwacji i Eksploatacji Urządzeń Wodno-Melioracyjnych oraz realizując inne ponadplanowe zadania.

Wszystkie przytoczone wyżej przedsięwzięcia nie ilustrują całości zamierzeń klubu. Jego ambicją i zamiarem jest przeprowadzenie dokładnego zwiadu podwodnego w zatoce gdańskiej, gdzie zlokalizowano dwa wraki statków liczących sobie ponoć po 200–300 lat. Cel przyświecający tej pracy jest bardzo wzniosły. Trudności ogromne. Trzeba bowiem dokładnie sfilmować położenie wraków, opracować sposób i przygotować je do wydobycia. Wykonać najtrudniejszą rzecz – wydobycie, by przekazać je następnie Muzeum Morskiemu w Gdańsku.

Ponadto członkowie klubu pragną kontynuować poszukiwania zatopionych obiektów w Polsce. Może to być rożny sprzęt wojskowy z ostatniej wojny, obiekty archeologiczne, zatopione dęby. Szczególnie cenne dla meblarstwa oraz inne niezidentyfikowane przedmiotu przeszkadzające w żegludze lub rybołówstwie.

Klub nie rezygnuje także z planów naukowych i sportowych. Popularyzacji podwodnego pływania oraz doskonaleniu kadr instruktorskich służyć ma planowana na rok przyszły wyprawa naukowa na Morze Karaibskie. Cel – zebranie okazów fauny i flory wód tropikalnych dla zainteresowanych uczelni i instytutów badawczych. W wyprawie tej – jeżeli dojdzie ona do skutku – wzięliby udział płetwonurkowie i naukowcy. Ekspedycja popłynęłaby na pełnomorskim jachcie. Większość kosztów pokryje klub, częściowo uczestnicy. Potrzebny jest jednak mecenas, zwłaszcza z dewizami.

Do łatwiejszych natomiast zamierzeń zaliczyć należy projektowane „przerzucenie” jachtu „Westerplatte” do Jugosławii, gdzie klub prowadzi już obecnie szkolnie płetwonurków na wyższe stopnie. Jest to swego rodzaju nagroda za aktywność i prace w klubie, a także pogoń za laurami dla nowej dziedziny sportu. Ponieważ dotychczasowy dorobek klubu nastraja optymistycznie, przeto można marzyć o dalszych sukcesach. Zwłaszcza, że ludzie, którzy w klubie pracują chcą popularyzować tę dziedzinę sportu. Nic dziwnego skoro wśród jego członków znajdują się tacy zapaleńcy jak Zbigniew Borowski. Były wicemistrz Europy w ślizgach wodnych, czy Stanisław Chomentowski, magister socjologii, który dla podwodnego sportu porzucił swój zawód, lub wspomniany Lech Nowicz konstruktor sprzętu podwodnego, a także zapalony amator fotografii i filmu podwodnego.

Miejmy więc nadzieję, że o Morskim Klubie Podwodnym LOK „Neptun” w Gdańsku usłyszymy jeszcze nie raz.

HENRYK POLAK